Czy iPhone i iPad wiedzą, gdzie przebywał właściciel?
Burza wokół Apple. Senator Al Franken napisał list do Steve'a Jobsa po nagłośnieniu przez dwóch amerykańskich naukowców, że nowy iPhone i iPad zbierają dane o miejscach, w których przebywał ich właściciel
Amerykanie - Pete Warden i Alasdair Allan - odkryli w iPhonie plik o nazwie consolidated.db. A w nim zbiór danych geolokalizacyjnych wraz z datą i godziną, pokazujących, gdzie w danej chwili przebywał iPhone czy iPad i jak się przemieszczał. Warden z Allanem opisali to na blogu i stworzyli aplikację iPhone Tracker, która każdemu właścicielowi gadżetów Apple (z nowym systemem iOS4) pozwala na przerzucenie tych danych na mapę. I odtworzenie "wycieczek" sprzed kilku miesięcy.

Ta informacja wywołała w mediach burzę. Senator Al Franken napisał nawet dwustronicowy list otwarty do szefa Apple Steve'a Jobsa, kończąc go serią pytań o to, po co Apple takie dane zbiera i dlaczego nie wiedzą o tym użytkownicy.

Zareagowało też po swojemu środowisko hakerów, udostępniając aplikację, która czyści dane geolokalizacyjne.

Skąd iPhone ma te dane? Zbiera je m.in. z masztów komórkowych i sieci WiFi. - Nie do końca wiemy, w jakim celu Apple gromadzi te dane, ale to z pewnością nie przypadek - napisał Warden. - Zbierając dane o lokalizacji, Apple umożliwiło każdemu, od zazdrosnej małżonki pod prywatnego detektywa, uzyskanie bardzo szczegółowych danych dotyczących tego, jak się przemieszczałeś - dodał. Problem w tym, że plik nie jest zaszyfrowany. A takie dane można było uzyskać od operatora komórkowego, ale po sądowym nakazie.

Apple odkrycia nie skomentował. Zrobił to za to Alex Levinson, inżynier Katana Forensics, spółki zajmującej się informatyką śledczą. Levinson o pliku odkrytym przez dwójkę amerykańskich naukowców pisał już... w 2010 r. Ba, jest nawet współautorem książki o metodach wyciągania danych ze sprzętu Apple do śledztw. "Ten plik nie jest ani nowy, ani tajny" - tłumaczy w swoim blogu. Jak się okazuje, poprzednie modele iPhone'a zbierały te same dane, w pliku o nazwie h-cells.plist. Różnica jest taka, że trudniej się było do nich dostać. "Współpracując z różnymi służbami, już wcześniej wyciągaliśmy dane geolokalizacyjne" - pisze Levinson. I dodaje, że on, pracując ponad rok nad rozgryzaniem Apple'a, nie znalazł cienia dowodu, że koncern pobiera te dane z urządzenia. Zauważył też, że zapis o gromadzeniu danych znajduje się w regulaminie Apple'a.

źródło: GW